Cała ja, oh?
Gdy miałam dwa lata trafiłam do domu dziecka.
Czemu?
Moi rodzice, jeżeli mogę ich tak nazwać, porzucili mnie. Po co komu niepotrzebne dziecko, prawda?
Po piętnastu latach jakaś patologiczna rodzinka mnie wzięła w swoje progi.
Nie było co jeść lub pić.
Ojciec gwałcił i bił swoje dzieci i matkę. Ja uciekałam, co miałam zrobić?
Pewnej nocy, gdy wyskoczyłam przez okno biegłam ile sił w nogach.
Byłam w środku lasu, rozglądałam się. Ale nic nie było widać, kompletnie nic! Była noc, spojrzałam na mój telefon. Właściwie to cegłę z małym ekranikiem. 01:01. Ojciec dzwoni, rzuciłam telefon daleko za siebie i pobiegłam dalej. Po wielu dniach wędrówki samotnej dotarłam do kościoła. Msza niedzielna. Tak, właśnie! Weszłam do środka i pomodliłam się, po krótkiej pogawędce z księdzem jakaś rodzina wzięła mnie do siebie. Przyjaciele kościoła. Po dwóch dniach mieszkania z nimi, wysłali mnie na obóz. Obóz religijno-przyrodniczo-matematyczny. Oczywiście wiadomo było że większa część to religijna, oczywiście! Kupili mi nowe ciuchy, jeżeli można to tak nazwać. W sumie to miałam w szafie tylko dzwony i jakieś stare swetry. Nie mogłam się malować, przeklinać, oddawać mężczyznom. W ogóle, nic! Palić, pić ani ćpać. Chociaż na obozie nie ma moich rodziców, ale naprawdę wolałabym się dostosować, cholera wie czy nie wysłali szpiega!
Na razie tyle :) Zamówiłam szablon więc myślę że przed świętami będzie, ale zobaczymy. Do pierwszego rozdziału, zapraszam do zapoznania się z bohaterami, bay! xx
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz