- Widzimy się za miesiąc, córeczko! - krzyknęła rozpromieniona moja mama. Tak, widać że się cieszycie że mnie nie będziecie widzieć, oh.
- Widzimy się za miesiąc - burknęłam i wyszłam z auta i 30-minutowe kazanie, no tak.
- Jenifer. Masz nie przeklinać, nie oddawać się żadnemu mężczyźnie, nie pić, ćpać ani palić. Nie wolno Ci chodzić późno spać, masz wcześnie wstawać, zero malowania. Nie chcę się dowiedzieć że chodzisz w sukienkach lub spódnicach! - warknął poirytowany ojciec, musnął moje czoło i wskazał na wejście do budynku. Pożegnałam się z rodzicami i ruszyłam z czarną walizką w tamtą stronę. Duża ekipa nastolatków. Ładne ubranych nastolatków, nie to co ja! Ugh, nienawidzę was rodzice! Ustawiłam się w kolejce po numer domku i inne rzeczy. Gdy przyszła moja kolej przywitałam się z miłą panią i odeszłam na bok z teczką. Numer domu: 56, strona: dziewczyny, ilość osób w domku: 3. Oby te dziewczyny były miłe, błagam. Wyszłam drugim wyjściem z budynku i zaczęłam się rozglądać. Numer domu: 1! Świetnie, świetnie, świetnie. Ruszyłam pod górkę, nienawidzę górek. Parę osób na mnie patrzyła jakbym była dziwadłem, zapomniałam. Ja nim jestem. Westchnęłam i spuściłam głowę idąc dalej. W końcu doszłam do domku i otworzyłam drzwi, dziewczyny już były.
- Cześć - rozejrzałam się po pokoju, same piękne dziewczyny!
- Hej! Jestem Katherine, a to jest Chanel. - wskazała na dziewczynę siedzącą na łóżku. Uśmiechnęła się do mnie.
- A ja jestem Jenifer, miło mi. - podeszłam do wolnego łóżka i usiadłam na nim, otworzyłam walizkę i wyciągnęłam ciuchy. Wstałam z ciuchami na ręce i otworzyłam wolną szafę, schowałam wszystko i wsunęłam walizkę pod łóżko. Zauważyłam plan przy drzwiach podeszłam i przeczytałam.
Poniedziałek - Piątek
7:00 - Pobudka
08:30 - Śniadanie
09:05 - Poznajemy się.
10:45 - Chodzimy po górach.
15:00 - Czas wolny.
16:00 - Obiad.
17:00 - Lekcje (w między czasie kolacja)
19:00 - Odwiedziny.
21:00 - Nie wychodzimy z domków!
Sobota - Niedziela
Wstajemy przed 10.
Robimy co chcemy.
16:00 - Obiad
Robimy co chcemy.
Kolacja
Dyskoteka
Nie nie nie! Tylko nie dyskoteka, proszę nie. Co ja wtedy założę, hm? Odeszłam od "planu dnia" i wróciłam na łóżko. Dziewczyny rozmawiały ze sobą, zauważyłam obok mnie szklankę i wodę. Nalałam sobie wody i wypiłam, odłożyłam szklankę patrząc przed siebie. Chanel i Katherine wydają się miłe, ale czy takie są? Nie wiem, mam nadzieję że tak... A chłopcy? Nie myśl o tym, Jenifer! Chociaż tatuś nic nie mówił o nie przyzwoitych myślach, ale oh! Ja wiem ze nie mogę. Może powinnam zapytać co mogę? Przynajmniej mam jakiś telefon, dotykowy. Choć jednak zero internetu. Kochani rodzice, chcecie mnie odłączyć od cywilizacji, okej! Udało wam się, brawo. Przetarłam dłońmi twarz a z zewnątrz dobiegł głos.
- Poznajemy się! - krzyknęła jakaś kobieta. Ruszyłam do wyjścia z domku, zbiegłam z górki na dół i zobaczyłam stoły i krzesła. Niektórzy już siedzieli, więc również usiadłam. Na środku był jakiś kosz z kartkami z numerkami. Właściwie to stoły były dwa, dziewczyny i chłopacy.
- Losujemy numerki, podchodzimy i kto będzie miał ten sam spędza dwie godziny z poznanym kolegą! - uśmiechnęła się pani. No więc tak. Wzięłam pierwszą lepszą kartkę, numer 16. Podeszłam do pani i podałam jej kartkę, po chwili zjawił się nieziemsko przystojny chłopak.
- Jaki masz numer, chłopcze?
- 16.
Ten przystojniak będzie ze mną? O nie! Pani nam kazała się wybrać na spacer i się poznać.
- Jestem Justin, a Ty? - uśmiechnął się zniewalająco ciągnąc mnie za rękę. Nieśmiało dotknęłam jego dłoni. Ma takie duże ręce, nie to co ja. Ja mam takie malutkie rączki.
- Jenifer. - przegryzłam wargę. Tak, lubiłam to robić. Po chwili cały czas rozmawialiśmy, może się trochę śmialiśmy. Widziałam wzrok jednej dziewczyny na mnie i na Justinie. Czyżby była zazdrosna? Może. O mnie? Przecież ten chłopak by mnie nigdy nie zechciał! Spokojnie, na pewno będzie Twój. Chłopak pytał mnie o coś ale nie słuchałam go tylko myślałam.
- Ziemia do Jenifer, słuchasz mnie? - zaśmiał się machając mi dłonią przed twarzą.
- Yy, no tak tak! Co mówiłeś? - przegryzłam wargę zakłopotana.
Pokiwał głową rozbawiony i powtórzył pytanie. Minęła już godzina. Niezły czas, dotarliśmy do jakiegoś czarnego miejsca, Justin wyciągnął papierosa. Nie, to nie papieros. To skręt z czymś mocniejszym, jestem pewna. Oparł się o drzewo i się zaciągnął, jego źrednice się rozszerzyły. Przyciągnął mnie do siebie i szepnął na ucho.
- Shh, Kochanie. - musnął moją szyję cały czas trzymając skręta w dłoni.
Może nie za długi, nie wiem. nie mi to oceniać. Mam nadzieję że wam się podoba, komentujcie xx
Kocham was! (:
@justizbiebs
wtorek, 17 grudnia 2013
Prolog!
Głupia.
Cała ja, oh?
Gdy miałam dwa lata trafiłam do domu dziecka.
Czemu?
Moi rodzice, jeżeli mogę ich tak nazwać, porzucili mnie. Po co komu niepotrzebne dziecko, prawda?
Po piętnastu latach jakaś patologiczna rodzinka mnie wzięła w swoje progi.
Nie było co jeść lub pić.
Ojciec gwałcił i bił swoje dzieci i matkę. Ja uciekałam, co miałam zrobić?
Pewnej nocy, gdy wyskoczyłam przez okno biegłam ile sił w nogach.
Byłam w środku lasu, rozglądałam się. Ale nic nie było widać, kompletnie nic! Była noc, spojrzałam na mój telefon. Właściwie to cegłę z małym ekranikiem. 01:01. Ojciec dzwoni, rzuciłam telefon daleko za siebie i pobiegłam dalej. Po wielu dniach wędrówki samotnej dotarłam do kościoła. Msza niedzielna. Tak, właśnie! Weszłam do środka i pomodliłam się, po krótkiej pogawędce z księdzem jakaś rodzina wzięła mnie do siebie. Przyjaciele kościoła. Po dwóch dniach mieszkania z nimi, wysłali mnie na obóz. Obóz religijno-przyrodniczo-matematyczny. Oczywiście wiadomo było że większa część to religijna, oczywiście! Kupili mi nowe ciuchy, jeżeli można to tak nazwać. W sumie to miałam w szafie tylko dzwony i jakieś stare swetry. Nie mogłam się malować, przeklinać, oddawać mężczyznom. W ogóle, nic! Palić, pić ani ćpać. Chociaż na obozie nie ma moich rodziców, ale naprawdę wolałabym się dostosować, cholera wie czy nie wysłali szpiega!
Na razie tyle :) Zamówiłam szablon więc myślę że przed świętami będzie, ale zobaczymy. Do pierwszego rozdziału, zapraszam do zapoznania się z bohaterami, bay! xx
@justizbiebs
Cała ja, oh?
Gdy miałam dwa lata trafiłam do domu dziecka.
Czemu?
Moi rodzice, jeżeli mogę ich tak nazwać, porzucili mnie. Po co komu niepotrzebne dziecko, prawda?
Po piętnastu latach jakaś patologiczna rodzinka mnie wzięła w swoje progi.
Nie było co jeść lub pić.
Ojciec gwałcił i bił swoje dzieci i matkę. Ja uciekałam, co miałam zrobić?
Pewnej nocy, gdy wyskoczyłam przez okno biegłam ile sił w nogach.
Byłam w środku lasu, rozglądałam się. Ale nic nie było widać, kompletnie nic! Była noc, spojrzałam na mój telefon. Właściwie to cegłę z małym ekranikiem. 01:01. Ojciec dzwoni, rzuciłam telefon daleko za siebie i pobiegłam dalej. Po wielu dniach wędrówki samotnej dotarłam do kościoła. Msza niedzielna. Tak, właśnie! Weszłam do środka i pomodliłam się, po krótkiej pogawędce z księdzem jakaś rodzina wzięła mnie do siebie. Przyjaciele kościoła. Po dwóch dniach mieszkania z nimi, wysłali mnie na obóz. Obóz religijno-przyrodniczo-matematyczny. Oczywiście wiadomo było że większa część to religijna, oczywiście! Kupili mi nowe ciuchy, jeżeli można to tak nazwać. W sumie to miałam w szafie tylko dzwony i jakieś stare swetry. Nie mogłam się malować, przeklinać, oddawać mężczyznom. W ogóle, nic! Palić, pić ani ćpać. Chociaż na obozie nie ma moich rodziców, ale naprawdę wolałabym się dostosować, cholera wie czy nie wysłali szpiega!
Na razie tyle :) Zamówiłam szablon więc myślę że przed świętami będzie, ale zobaczymy. Do pierwszego rozdziału, zapraszam do zapoznania się z bohaterami, bay! xx
Subskrybuj:
Posty (Atom)